Pusta nicość.
Me marzenie.
Nawet talerz wie,kiedy ma swój koniec...
W sam raz jak dla mnie.
Ciekawe czy mogłabym nim być.
Niby tak zwyczajnie,ale za to jak zielono.
Niby tak egoistycznie,ale jednak...
Nie.Jednak nie myślę tylko o sobie.
To nie żadna piosenka z zakończeniem wesołym.
To życie.
Tak bardzo słonecznie,odbijam cień z okularów o moje źrenice.
Nie patrzę w przyszłość,nie patrzę w przeszłość.
To jak dziewczynka z parasolką i zapale dziecięcym.
Otwieram swój świat marzeń.
W niczym nie przypominam już tej,którą jestem.
Nie ma końca.
W tym świecie nie ma chytrości,intrygi i bezczelności.
Jestem za to ja i Ty.
Hipnotyzujesz mnie swoim niebiańskim wzrokiem.
Ty jak anioł,który ma mnie chronić.
I wtedy nie liczy sie już nic.
Tylko pomarańczowa nić od naszej wełnianej miłości.
Przepraszam,jakoś tak mnie naszło na wenę...:)
I znów ten blog staje się moim kątkiem poetyckim ;)
Więc nie będę w nim już pisać wiadomości ze swojego życia...