Dziennik KILLERPILZE-Etiopia:
DZIEN 1 (Sobota, 23.2.08)
Zaczyna sie. Wysiadamy z vana i idziemy na lotnisko w Monachium. Mamy przed soba dluga podroz,do Addis Abeba, stolicy Etiopii. Po calym sprawdzaniu najpierw lot do Rzymu i tam wszystko jeszcze raz. Sprawdzanie, odprawianie i czekanie. 3 godziny zanim pojdzie dalej. Na lotnisku w Rzymie krecimy sie troche, sluchamy muzyki, jestesmy rozpoznawani, podpisujemy autografy i spimy. I teraz do Addis. 8 godzin lotu przed nami, nad chmurami, przy dzwiekach Panic at the Disco w ipod'zie.Znikamy,dobranoc.
DZIEN 2 (Niedziela, 24.2.08)
O 8. rano czasu miejscowego przyjezdzamy (godzina 10 w DE).Zaraz po wyjsciu z samolotu wita nas słoneczna Afryka. Cieszymy sie, ze wszystko poszlo dobrze. Mamy 2h w hotelu w Addis Abeba, zanim znowu bedziemy leciec.projekt Babilon! Mamy malo czasu, zeby sie wykapac, zjesc sniadanie itd. Oczywiscie cala ta podroz troche nas zmeczyla, ale z drugiej strony jest tu duzo slonca, z ktorego mozemy korzystac . Miejscowe samoloty sa zdecydowanie zabawna przygoda. Male maszyny, ktore sa troche stare i czlowiek odrobine sie boi . Kiedy wreszcie ladujemy w Dire Dawe (stolica regionu Babilon), jestesmy przygotowani na dzien. Podrozowanie jeszcze sie nie konczy. Teraz czeka nas poltorej godziny jazdy samochodem, dokladnie do miejsca naszego projektu. Podziwiamy piekne krajobrazy, widzimy wielu biednych ludzi i domy. Wszyscy ludzie przyjaznie odmachuja. To jest tu poprostu calkiem normalne. Etiopijczycy sa otwarci i niesamowicie goscinni! W miedzyczasie robi sie pozne popoludnie i przyjezdzamy do naszej noclegowni na kolejne 3 dni. Mieszkamy w normalnym domku z bierzaca woda i czysta posciela. Oczywiscie nie da sie tego porownac z niemieckimi domami, ale ciagle daleko do sredniej etiopijskiej. Jemy kolacje i po dni, w ktorym wlasciwie nic nie zrobilismy, jestesmy juz tak spiacy, ze wszyscy wskakujemy do lozek. Czekanie i podrozowanie jest napewno meczaca rzecza.
DZIEN 3 (Poniedzialek, 25.2.08)
Budzimy sie z kurami, slonce juz swieci przez okna. Czas na sniadanie i krotki zimny prysznic, dzis juz o 9 rano ruszamy w kierunku Abdul Kadir, wsi, w ktorej nasza i wasza szkola jest budowana. Jestesmy niecierpilwi i bardzo sie cieszymy, ale nie mamy pojecia, co czeka nas w Abdul Kadir. W tym momencie wiemy dokladnie tyle, co wy. Nie wiemy, jak szkola wyglada. Dzis tez pierwszy raz jest z nami grupa filmujaca, ktora przygotowuje duzy program o naszej podrozy dla ZDF, na 23.04 Dlatego jestesmy silna okolo dziesiecioosobowa grupa. Po poltoragodzinnej jezdzie powoli zblizamy sie do "naszej" wsi. Widzimy duzy budynek, wyrozniajacy sie z krajobrazu. W drodze spotykamy ciagle wiecej ludzi, ktorzy pokazuja nam wlasciwy kierunek i z zadowoleniem do nas machaja. Krotko przed szkola jestesmy zaskoczeni. Cala wies stoi i trzymaja wielki transparent "Welcome Killerpilze". Wszystkie dzieci skacza na nasze auto, co znamy juz od naszych fanow, krzycza i ciesza sie. My oczywiscie tez! Jestesmy zaskoczeni, ile zmienilo sie tu od naszej ostatniej wizyty. W miedzyczxasie postawiono 8 ladnych budynkow, gdzie bedzie miejsce dla 400 uczniow. Nie ma porownania do szkoly sprzed ponad roku. Nie mozemy uwierzyc w to, co WY postawiliscie na nogi. Wyglada to ladnie i dzieci sie czegos tu ucza. Angielskiego, geografii itd. To wszystko bylo dobrze przed rokiem nie do wyobrazenia. Spedzamy czas w Abdul Kadir i wieczorem przygotowujemy sie do drogi powrotnej. W koncu znow jest wieczor i jutro napewno bedzie wielka ceremonia, do ktorej chcemy sie wyspac. Po kolejnej poltorejgodzinnej trasie jemy i troche piszemy muzyki. W koncu to inny kontynent i wplywa na nasza kreatywnosc. Po godzinie jammowania jeden po drugim idziemy spac. Dobranoc!
DZIEN 4 (wtorek, 26.2.08)
Juppiduu...szalalala! Dzisiaj jest dzien otwarcia. Jestesmy gotowi i nie mamy pojecia, co sie dzis wydarzy. Po milym sniadaniu jedziemy z cala ekipa do Abdul Kadir i dzis jest jeszcze wiecej ludzi, niz wczoraj, na nogach. Chlopcy i dziewczyny jak szaleni skacza. Dla nich dzisiaj jest napewno wazny dzien i "imprezy", ktore wolno im przezyc. My bedziemy miec 3 pary nozyczek i przetniemy szarfe, jest duzo okrzykow, wielki aplaus i muzyka w uszach. Oczywiscie jest pare osob, ktore maja aparaty fotograficzne albo kamery. Kazdy, kto raz zaczal, mali i duzi Etiopijczycy fotografuja i pokazuja sobie zdjecia, zauwazamy, ze nie moze byc wiecej, kazdy chcialby zobaczyc "to cos". To wspaniale! Dzis mozemy tez powiesic oficjalne plakaty, ktore beda w szkole! Troche szalone, ze teraz polowa etiopijczykow trzyma kartki z naszymi imionami. Napewno jestesmy dumni. Troche od nas, ale bardzo wiele od was. Naprawde super, ze dalismy rade przez ostatni rok. Dzisiaj naprawde zdalismy sobie z tego pierwszy raz sprawe. Zaczyna sie wielka ceremonia. Sa piekne tance, jest spiew i zabawa. W ciagu kolejnych 2 godzin mowi do nas wielu ludzi i wszyscy powtarzaja: r0;Thank you for building a school in Abdul Kadir. This is one of the greatest days in the history of our village. Killerpilze and their fans offer us and our children a way into a better life: Education! Thank you!r1; r0;Thank your1; (dziekujemy za wybudowanie szkoly w A.K. To jeden z najwspanialszych dni w historii naszej wioski. KP i ich fani zaoferowali nam i naszym dzieciom droge do lepszego zycia: edukacje! dziekujemy!" . To jedno ze zdan, ktore slyszymy najczesciej. Zanim mozemy pojechac, zaczepia nas pare pan z wioski. Jippie... eh.. co wlasciwie robimy? tak tak, panie daja nam tradycyjne etiopijskie prezenty, ktore oczywiscie powinnismy teraz nosic. Ubrani wygladamy smiesznie i czujemy sie jak druzyna ze szpitala gorskiego;-) Wiemy teraz, dlaczego chetniej nosimy spodnie i t-shirty. Ale teraz kiedy wracamy w tych strojach, gitary zaczynaja grac Springt Hoch, wszyscy sa z nami. Kilkoro ludzi skacze, wiekszosc klaszcze i wszyscy sa szczesliwi. Lacznie z nami! Po piosence pelni dumy konczymy i cala wies sie oddala. Jest nam troche przykro zostawiac Abdul Kadir, ale patrzac wstecz wiemy, ze jeszcze tu wrocimy. Kiedy wskakujemy do vana , zakladamy na nosy okulary sloneczne, znow jestesmy w rzeczywistosci. Po malym obiedzie odpoczywamy, komponujemy kilka piosenek, wyjasniamy sobie kilka waznych rzeczy i poprostu sie relaksujemy. Ten dzien byl dla nas bardzo wazny. Siedzimy pod wielkim drzewem, rozmawiamy o nowych piosenkach i o nas, o tym co mamy najlepszego : WAS!
DZIEN 5 (Sroda, 27.2.08)
Dzis ostatni dzien w Etiopii i znow wzlatujemy w powietrze. Oczywiscie czekaja na nas rodziny i przyjaciele, ktorym chcialo sie cos przywiesc, dlatego odwiedzilismy wczesniej sklep. Logiczne ze KP szukaja czegos dobrego, ale nie zaplacimy 30 euro za wisiorki. Na koniec kazdy z nas ma cos znalezionego i obcego. Jestesmy tu "biali" i dlatego jestesmy atrakcja dla wielu Etiopijczykow, ktorzy nigdy nie widzieli ludzi o innym kolorze skory. "Spowrotem do pakowania" mowi nam cos w naszych glowach i tak robimy, jedziemy spakowac nasz kram i na lotnisko, gdzie powinni nas zabrac do stolicy. Jakos zaczyna sie tam nasz horror. Kiedy nas sprawdzono, siedzimy i czekamy na niedlugi start, przychodzi wiadomosc, ze samolot ruszy za 7 godzin!!! . O tak! To niesamowita frajda! Tak Jo ma czas, zeby posluchac swojej muzyki (pantera, silverstein, panic at the disco, metallica, die arzte, david guetta, fall out boy...), Max gra w cos z ludzmi od kamer i Fabi gra setny raz na psp w tenisa. Jakos czas stoi martwo i kiedy w koncu siedzimy w samolocie, jestesmy glodni, zmeczeni i jest nam wszystko jedno. Nawet pizza wieczorem nie poprawia nastrojow. Jutro bedzie lepiej!
^^
Kontagios
Nastrój:
tagi:
Powrót?
poniedziałek, 10.marca.2008, 22:24
Wróciłam z koncertu zespołu Killerpilze.
tak,dobrze wiecie,że show było niezłe!
I Jo pokazał swoje atuty i drugi talent ;)
Biedny,poświęcenie zrobił i skoczył dla nas z okazji Dnia Kobiet z głośnika.
Myślałam,że padnę,bałam sie,że coś mu się stanie.
Na szczęście wszystko było ok ;)
Potem rozdawali autografy,każdy podchodził po kolei i było bosko :P
Cóż,czekam na następny koncert.
I powiedzcie mi,czy ja nie jestem nienormalna?:D
Pojechałam tam z gorączką,w połowie 2 piosenki musiałam lecieć do WC,
bo zwymiotowałam.
A potem znów leciałam na pogo.
A teraz nie mogę swojego głosu doprowadzić do stanu pierwszego.
Taki zachrypnięty.
Mogłabym spokojnie teraz podrabiać A. Chylińską :D
mam nadzieję,że mój głos mi wróci,bo przecież ja śpiewam...
Rekolekcje teraz mam :)
I dobrze,bo ja i tak do kościoła nie chodzę,ani na religię,więc odpoczywam.
Kochane,idę spać,bo troszkę zmęczona znów jestem :*
Myślę,że wszystko jasne :)
Dziękuję Gangusi,Olć,Nat,Kari i innym za to,że mogłam z wami spędzić niesamowity koncert :*
Kontagios
Nastrój:
tagi:
.